Właśnie nadszedł ten czas by podbić Amerykę i poleniuchować na karaibskich plażach. Mój imiennik Krzysztof odkrył liczne „rajskie wyspy” jakieś 500 lat temu. Ja zrobiłem to dopiero teraz.
Naszą przygodę zaczęliśmy od Meksyku chociaż większość czasu spędziliśmy na Kubie. Ale zacznę od początku.
Po wylądowaniu w Mexico City mieliśmy tylko chwilę, żeby przejść ponowną kontrolę paszportowo-bagażową i przemieścić się na samolot do Hawany. A dlaczego chwilę? Ponieważ podczas lądowania piloci poderwali nagle naszego dreamliner’a z uwagi na mgłę i smog’a, sadzając maszynę na lotnisku alternatywnym oddalonym 300 km dalej. To niezbyt dobry początek podróży, ale… Dla nas okazał się szczęśliwy.
Hawana przywitała nas słońcem i ponad 30 stopniowym upałem. Zważywszy na naszą pogodę za oknem… nie narzekaliśmy. Prawie godzinę zajęło nam dotarcie do naszej casy, czyli typowego kubańskiego mieszkania. Na szczęście na miejscu wszystko było zgodne z internetowym opisem i zdjęciami. Mieszkanko przytulne, słoneczne i widokiem na zatokę. Najpopularniejszy bulwar zakochanych Melecon był na wyciągnięcie ręki i właśnie skąd podziwialiśmy najpierw wschody a później zachody słońca. Wschody ponieważ pierwszego poranka wstaliśmy około 5-rano, bo nastąpiła zmiana czasu o 6 godzin. A po kilku dniach zachody słońca gdyż zdecydowanie piękniejsze i już zdążyliśmy zaaklimatyzować się.
Pobyt na Kubie miał klarowną formułę. Po śniadaniu jechaliśmy chłonąć karaibskie klimaty, czyli beztroskie leniuchowanie i plażowanie oraz moczenie w lazurowych falach ciepłego oceanu. A w porze obiadowej wracaliśmy do stolicy, gdzie po posiłkach zwiedzamy Hawanę.
Największe miasto i port na całych Karaibach oraz stolica Kuby to właśnie La Habana. Miasto niezwykłych kontrastów architektonicznych, kulturowych i społecznych.
Majestatyczne pokolonialne pałace – często otoczone ogrodami – „ocierają się” o opuszczone i zdewastowane budowle, których świetność zgasła wraz z odejściem ich właścicieli. Kolorowe odrestaurowane ciągi kamienic poprzeplatane są mocno zaniedbanymi konstrukcjami, które poprzedni użytkownicy wyeksploatowali, nie dając nic w zamian. Różnicą kulturową i społeczną jest choćby chińska dzielnica w centrum miasta czy też łączone ulice potomków okresu niewolnictwa tworzące specyficzny klimat. Centralne parki i budowle to miejsca reprezentacyjne, przeniesione na pocztówki i foldery. Okoliczne „peryferia” to niestety najdelikatniej mówiąc miejsca mocno zaniedbane.
Na nas Habana wywarła bardzo pozytywne wrażenia. Może właśnie poprzez kontrasty i przepaści, jakie odkryliśmy zagłębiając się w najodleglejsze zakątki miasta.
Tak najogólniej o początku naszej przygody z Kubą.
Za kilka dni przedstawię szczegóły dotyczące miejsc wartych zwiedzenia, posmakowania i błogiego wypoczynku.

Categories: Wycieczki

0 thoughts on “Kuba – wyspa jak wulkan gorąca…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Wycieczki

W wiecznym mieście – wieczne słońce

Wizyta w Rzymie to typowy męski wypad w doborowym trio, czyli Marek, Krzysztof i Kacper. Można by rzec familia-da. Termin wycieczki przypadł na połowę listopada. W Polsce deszcz i chłód a na Półwyspie Apeninskim ponad Read more...

Wycieczki

Poranna niedzielna wyprawa

Tłuste niedzielne śniadanko zawierało prawie pół kilograma wytopionej słoninki i półtora litra wychylonej wody. Jak na poranny posiłek to konsumpcja dość wydłużona w czasie, bo aż trzy godziny. Jednak, aby wszystko zostało przez organizm prawidłowo Read more...

Wycieczki

Każdy promyk słońca na wagę złota

W naszej szerokości geograficznej promienie słońca tak późną jesienią to istny rarytas. Dzień – a właściwie poranek – zaczynam od egipskich ciemności i od wczesnego popołudnia na tychże ciemnościach kończę. Powodów do przesadnej euforii pewnie Read more...